Drewniany kufer na rozmaitości. Wymiary 30 x 20 x 13,5 cm. Pomalowany farbami akrylowymi, ozdobiony metodą decoupage, z dobrze widocznym efektem spękań (crackle) na pokrywie, wypełnionych srebrną porporiną. Całość zabezpieczona wieloma warstwami lakieru matowego. Środek kufra pomalowany siwą farbą akrylową. Wszelkie nierówności powstałe podczas obróbki drewna potraktowane zostały papierem ściernym, bo drzazg w palcach nikt mieć raczej nie lubi (ciężko, oj ciężko jest kupić produkt dobry jakościowo, nad którym dodatkowo nie trzeba pracować).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kufer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kufer. Pokaż wszystkie posty
4 maj 2011
1 gru 2010
Powrót
Oj, ciężko pogodzić hobby z opieką nad małym dzieckiem, które zaczyna raczkować, ząbkować i dostrzegać wszystkie szczegóły w swoim otoczeniu, jak np. metka przy kocyku, którą można jeść (a dlaczego nie?), napki w ubranku, które można przy odrobinie wysiłku rozpiąć, materac w łóżeczku, który się fajnie skrobie paznokietkami. Można też przykryć sobie głowę pieluchą i w bezruchu czekać na dobrą wróżkę, która pieluchę zdejmie, mówiąc "a ku ku!" ;) Można tłuc piętami w podłogę, wytwarzając całkiem ciekawy odgłos (uff, jak to dobrze, że pod nami nikt nie mieszka...). Można podczas jedzenia pogryźć trochę mamę (trzeba naostrzyć ząbki, a jak...). Można porozciągać mamie uszy, nos, usta, powkładać palce do oczu, drapać, szczypać i mieć przy tym wielką radochę. Można też się budzić w nocy co 2 godziny i o godzinie 4:00 mieć ochotę na brykanie. Można.
I jak tu nie kochać takiego rozbójnika? :))))
Miesiąc temu dostałam zamówienie na wykonanie kuferka (na Skarby Małego Chłopca) i podkładek pod szklanki, kubki, filiżanki itp. Po miesiącu zmagań pracę skończyłam. Uff... :) Nie było łatwo, bo Stamperia chyba zaczęła ciut gorsze kleje produkować (cienka warstwa błyskawicznie wysycha, a grubsza warstwa przenika przez serwetkę i się paskudnie rozmazuje lub - częściej - rozdziera przy lakierowaniu, więc czasami wzór trzeba było zamalować farbą, nakleić kolejną serwetkę... i kolejną...), ale grunt, że się udało. Efekty poniżej.
I jak tu nie kochać takiego rozbójnika? :))))
Miesiąc temu dostałam zamówienie na wykonanie kuferka (na Skarby Małego Chłopca) i podkładek pod szklanki, kubki, filiżanki itp. Po miesiącu zmagań pracę skończyłam. Uff... :) Nie było łatwo, bo Stamperia chyba zaczęła ciut gorsze kleje produkować (cienka warstwa błyskawicznie wysycha, a grubsza warstwa przenika przez serwetkę i się paskudnie rozmazuje lub - częściej - rozdziera przy lakierowaniu, więc czasami wzór trzeba było zamalować farbą, nakleić kolejną serwetkę... i kolejną...), ale grunt, że się udało. Efekty poniżej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)